Konstanty Paustowski - znakomity pisarz rosyjski - jest dzisiaj nieco zapomniany, ale niesłusznie. Trudno, taki jest los wszelkich dzieł artystycznych, że siłą rzeczy muszą być usuwane w cień, bowiem ciągle rodzą się nowi artyści, którzy tworzą dzieła nowe. Zresztą tak być musi, gdyż taki jest warunek wszelkiego rozwoju.
Przeglądając wczoraj książki, trafiłem na jego zbiór ciekawych opowiadań dotyczących pracy literackiej. Jest to książka równie ciekawa jak "Alchemia słowa" Jana Parandowskiego.
Oto króciutki cytat:
"Ale tak samo jak złota róża starego śmieciarza przeznaczona była dla szczęścia Zuzanny, tak i nasza twórczość ma swoje przeznaczenie: aby piękno ziemi, rozległość ludzkiego serca i siła rozumu górowały nad nad mrokiem i świeciły jak nigdy nie zachodzące słońce".
Strony
Translate
niedziela, 31 maja 2015
piątek, 22 maja 2015
Nowe wiersze
wiersz wielkanocny
nie trzeba zaskakującej
wizyty anioła śmierci
aby z martwych powstawać
i od nowa rozsnuwać przędzę
kolejnej baśni
wystarczy głaz rozbić
zamykający nagrobek serca
wówczas zakiełkuje miłość
która rozjaśni noc ego tak
iż będzie można rozpoznać
siebie w obcej twarzy
modlitwa
znowu dopuściłeś Panie
przewrotny czas
kiedy to gospodarz
nie wabi w progach
przechodzącego szczęścia
a zagrożeniu po męsku
nie zagradza drogi
lecz ucztuje w salonie
za pożyczone pieniądze
których nie odda
siódme pokolenie
tabun jego naśladowców
mnoży się jak nowotwór
w myśl perfidnej reguły
doboru ukartowanego
natomiast łagodnym i pracowitym
coraz bardziej nie sposób
wypatrzeć kąta dla siebie
w tym trzeszczącym domu
przywróć O Panie
znaczenie pełnosprawnym
którzy nie postradali sumienia
i nie pozwól przeminąć narodowi
i nie pozwól przeminąć narodowi
maj
na powrót bzowo i jaśminowo
hipnotyczny śpiew kukułki
rozgłasza ponad łąkami
odwieczną tajemnicę
ziemia zrzuciwszy lodową uprząż
świętuje przed kolejnym sezonem
w makijażu szczerej zieleni traw
pozłacanej kwiatami mniszka
długonogie dziewczyny wschodzą
kolorami ponad szarzyzną typowości
emitują zalotnym trzepotem rzęs
niekończącą się gotowość na szczęście
panowie zwracają swe głowy ostrożnie
jakby nadal tęskniąc za reminiscencją
zimowego snu w bezpiecznej przestrzeni
fotela pieca i nieba ekranu
czwartek, 19 marca 2015
Poezja
z nudy
znieczulanej ambrozją
owocem chemicznej
miłości
drożdży i
kryształków cukru
z perfidii natury
hołubiącej
regułę doboru
ukartowanego
ponad prawem
grawitacji
z rechotu
przebierańców
gaszących diamenty
uśmiechu
na ufnych spojrzeniach
dzieci
z Kaliope
pozującej na muzę
a zarazem niczym
dziwka
zaprzedającej
glinę i duszę
wysnuwa się nocą
wąż liter
który nie
rozumiejąc bandażuje
krwawiące
rozpadliny w jawie
wtorek, 3 lutego 2015
Nowy wiersz
***
Gdy kwietniowego wieczora
Prawdziwy uczeń Nauczyciela
Dotykał kołatki Niebios
Twarze cyników złagodniały
W dźwiękach dzwonów i syren
zwyczajny dzień odświętniał
Dotykał kołatki Niebios
Twarze cyników złagodniały
W dźwiękach dzwonów i syren
zwyczajny dzień odświętniał
Chociaż
nikt nie zaprzecza
Że
w najbliższym stuleciu
Kilka
miliardów ludzi stanie
Przed
wartownią Świętego Piotra
To
jedynie nieliczni potrafią
Zobaczyć
tam również siebie
Podobno
nie ma niezastąpionych
Bliznę
po zmarłym wypełnia inny
Wyrównując
poziom na kształt
Cieczy
w naczyniu połączonym
Ale
kto zastąpi Jana Pawła II
Kto
doda skrzydeł słowom
Kto
w Imię Dobrego Pasterza
Będzie
zgromadzał miliony
I
rozpalał w nich płomień Nadziei
poniedziałek, 2 lutego 2015
Sto procent kobiety
Sto procent kobiety
Pan Bóg nie zajmuje się rozdawaniem urody; toteż Alina Stadnicka nie
mogła mieć do Niego pretensji. Oczywiście, że nie była piękna i są to najłagodniejsze
słowa, którymi można było określić jej braki w urodzie. Miała usta bynajmniej
nie przypominające owoców wiśni i policzki, które nie kojarzyły się z płatkami
róży. Jej oczy pozbawione rzęs, chociaż patrzyły ufnie i prosto na rozmówcę,
nie zachwycały blaskiem opiewanym przez poetów.
Alina wychowywała się w kochającej rodzinie, również w szkole taktowne
koleżanki nie dały jej odczuć niepochlebnej inności. Własną zewnętrzną brzydotę
odkryła naprawdę dopiero wtedy, gdy żadnym sposobem nie potrafiła znaleźć
partnera na bal studniówkowy. Przyglądała się w lustrze długo i krytycznie.
Wnioski z tej autolustracji nie mogły być optymistyczne. Ani płacz, ani
bagatelizujące sprawę przemówienia mamy nie przyniosły jej ukojenia.
Postanowiła wtedy, że weźmie się w garść i zrobi wszystko, co tylko będzie
możliwe, aby zminimalizować niesprawiedliwość losu.
Na różnego rodzaju ćwiczeniach, masażach, zabiegach kosmetycznych
upłynęły jej studia ekonomiczne. Uzyskawszy tytuł magistra zaczęła pracować w
dużej firmie jako księgowa. Była wysportowana, figurę miała nienaganną, cerę
zdrową włos długi i puszysty; niestety - nos i usta pozostały niezmienione. Kolejne
osiem lat zajęła Alinie praca, pomoc rodzicom i rodzeństwu, oraz udowadnianie różnym
znajomym i nieznajomym, że pomimo niewielkich mankamentów jest wrażliwą, mądrą
i wartościową kobietą.
Kiedy skończyła trzydzieści trzy lata, straciła nadzieję, że kiedykolwiek
znajdzie wyjątkowego mężczyznę, który potrafi dostrzec w niej piękno nie tylko
fizyczne. Po bezsennej, przepłakanej nocy podjęła decyzję, że porzuca
idealistyczne rojenia i od tego czasu wprowadza skuteczność, jako podstawową
zasadę własnego działania. Przypomniała sobie, co przeczytała kiedyś w książce
Su Zina „O prowadzeniu wojny” i jedna z przedstawionych tam strategii wydała
się jej godna zastosowania, po niewielkich modyfikacjach.
Zwolniła się z pracy w kraju i znalazła zatrudnienie w firmie budowlanej
w Irlandii. Pracowali w niej niemal sami mężczyźni (głównie Polacy), więc każda
kobieta była tam na wagę złota. Nic dziwnego, że również ona budziła
zainteresowanie, kiedy zajebiście odstawiona przychodziła na obiad do
zakładowej stołówki.
Wybrała spokojnego faceta, dwa lata od niej starszego, który wychował się
w domu dziecka. Nazywał się Mirosław Jałowiecki i miał nadzieję, że przeżyje z
Aliną krótką i niezobowiązującą przygodę. Ich romans rozwinął się szybko,
szczególnie po tym, gdy Mirosław przekonał się, że Alina jest wesołą i trzeźwo
myślącą kobietą. Stosując standardowe zabezpieczenia mógł nie obawiać się
konsekwencji, ale nie powinien lekceważyć długich i ostrych paznokci Aliny.
Dziecko urodziło się w Irlandii i tam też odbył się cichy ślub Aliny i
Mirosława w polskim kościele. Pan młody pił dwa tygodnie przed ślubem i miesiąc
po, ale w końcu musiał wytrzeźwieć. Docinki kolegów, wskutek braku jego
reakcji, ustały, a milutki bobasek – Patryk – bezapelacyjnie blokował wszystkie
pomysły odejścia.
Alina, doskonale znająca angielski, zarabiała dużo; toteż już po kilku
miesiącach mogła pozwolić sobie na zaawansowaną operację plastyczną. Gdy
wróciła ze szpitala, z nie całkiem jeszcze zagojonymi ranami, Mirosław
Jałowiecki ucieszył się ogromnie. Alina
wyglądała teraz jak zwyczajna kobieta. Miała prawie normalny nos i wydatnie
zmniejszone usta, a najwięcej uroku dodawały jej rzęsy, „zasadzone i przyjęte”
– jak mówiła.
Mirosław, który przedtem dodawał sobie animuszu cytując w myśli stare powiedzenie
„zgasiwszy świecę, wszystkie kobiety jednakie” teraz mógł nie gasić światła
oraz nie obawiać się powrotu do kraju.
Rodzina Aliny zgotowała im huczne przyjęcie. Mirosław, który od dawna
uważał, że ma szlacheckie pochodzenie, doskonale zrozumiał się ze szwagrami,
którzy, uprzedzeni przez Alinę, również nabrali podobnych przekonań. W czasie
powitalnej libacji Mirosław bezproblemowo zdał egzamin dotyczący jego własnej
proweniencji, odpowiadając na pytanie starszego brata Aliny, czy jego
przodkowie wychodzili z domu „na pole”, czy też „na dwór”, odpowiedział
prawidłowo, że „na pole”, bo gdyby odpowiedział, że wychodzili na dwór, to
znaczyłoby to, że patrzyli się na dwór, bo wyszli z chałupy.
Dowiedział się wtedy, że rodzina Aliny pochodzi w prostej linii od
hrabiego Stadnickiego z Krasiczyna. Ta wiadomość wprawiła Mirosława w niebywałe
zadowolenie, ponieważ nie miał on prawa wiedzieć tego, że dziadek Aliny zmienił
nazwisko ze Stadnik na Stadnicki.
Teraz państwu Jałowieckim żyje się naprawdę nieźle. Założyli własną firmę
przynoszącą godziwe zyski. Zatrudniają kilka zadowolonych osób. Mają duże
mieszkanie w mieście i piękny samochód. Czwórka dorodnych dzieci zajmuje im
każdą wolną chwilę. Od czasu do czasu, kiedy dzieci już śpią, Alina przytulona
do męża mówi:
- Widzisz, Miruś – jesteśmy
szczęśliwi, chociaż na początku trudno było mieć taką nadzieję. Dobrze jednak mówi przysłowie, że nie ma tego
złego, co by na dobre nie wyszło. Prawda?
- W rzeczy samej, moja droga.
Udowodniłaś jak wiele kobiety może być w kobiecie – odpowiada Mirosław z dumą
spoglądając na własny szczerozłoty sygnet z herbem rżniętym w czerwonym kamieniu.
środa, 31 grudnia 2014
Nowy Rok
Niech Wam spełnią się marzenia
Osiągnijcie swe dążenia
Zdrowi bądźcie i gdy trzeba
Niech Wam łaska płynie z nieba
W tym, co się zbliża krok po kroku
Dwutysięcznym piętnastym roku
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Życzenia Świąteczne
Oby wspomnienie narodzin Pana
W ogniu Betlejemskiej Gwiazdy
Sprawiło, że w czasie przyszłego roku
Powtórnie narodzi się każdy
Niech to Dzieciątko w bydlęcym żłobie
Na prawdę nam oczy otworzy
Że drugi człowiek nawet najlichszy
Jest córką lub synem Bożym
Życzę Wszystkim świątecznego
azylu od codziennych kłopotów w ciepłym, szczęśliwym domu oraz tego, aby
Gwiazda znad Betlejem umocniła w Waszych sercach światełko Nadziei i Miłości.
Rysiek
Subskrybuj:
Posty (Atom)


