Strony

Translate

poniedziałek, 10 listopada 2014

Finneganów tren



Kolejny raz wziąłem dziś do ręki "Finneganów tren", ostatnie dzieło Jamesa Joyce'a i po godzinie odłożyłem na półkę. Na razie nie mam czasu na odszyfrowywanie ukrytych znaczeń.

Pomimo faktu, że autor przez siedemnaście lat z premedytacją zaciemniał swoje dzieło, aby nie było zbyt łatwe do odczytania, to jego tekst jest bardziej zrozumiały, bo zawiera konkretną treść, od publikacji niektórych naszych współczesnych autorów płci obojga, których teraz mamy naddostatek; gdyż można, posiadając pieniądze wydawać, co tylko się chce. Do wysnucia takiegoż wniosku skłania mnie, porównanie lektury kilku takich "powieści", charakteryzujących tym, że pomiędzy ładnymi okładkami zawierają luźno rozstrzelaną sieczkę, i fragmentu tekstu autora Ulissesa:

"...To wayście do możeum. Główaga na kapelusze przy wzejściu. Yiz deście w Możeum Willingdona. Oto brroń pruskarb. To frynczuzki. Tip. To jest flaga pruskarb, Kapka i Soracer. To kula co zbyngcześciła flaga Prusków. A to frynczuz co strzelił Bulla co bang czyścił flaga Prusków. Sallos na Krużgan! Pik nieść furkę i kip! Tip. (Sirodek jak byk! Stop!)


0 raz trój falny kapelusz Lipoleuma. Tip. Likapoleusz. TU Willingdone zad swej samo białej biegunce, Koksenhadze. A tu wielki Szrachtur Wil­lingdone, magentatyczny w złocynnych ostrogach i żelazknych szduksach


1 kwatra brastowych trepach i magnastartych podwiązkach i galowym bang- koku i goliarnych gołoszach i pelot pinezkim workowatrezie. I tu jego bielki szeroki kropierz. Tip. Tu tripoleum na boynie grouchnął w okop śmierdzi za rzycią. Oto zwinny skiller angloł, i szary weszkot, i diawal, stu poniżaj. A bog lipoleum mordruje lipoleuma bega. Gwalle avanghura ar- gaument. To pyci bojek lipoleum co nig dyni był a ni bag dyni bug. As- saye, assaye! Touchole Fitz Tuomush. Dirty Mac Dyke. I Hairy O’ Hurry.


I wszyscy arminus-varminus. To Delian alpia. To Mont Tivel, to Mont Tipsey, a to Grand Mons Injun. To krymolinia alp liczy hoopa na shellne schran skoczenie tripoleuma. To źenni w slomkap legarnuszach umdlają źe czytają z podręcznejka stralegii i mocząc lalki trzymają Willingdona w desuspensie. To żenni grucha w rękuu, to żenni kruk nosi włosy a to band niósł się Willingdone. Bogto mruk mumentalny tcwoskop Willing­dona Cudrantwórca obscenwuje żenni z flanki. Sexcalibrowa moc hross ruchu. Tip. A to mija Bulgia kręci klaczką filibbile dalej od naj Awful Grimmest Sunshat Cromwelly. Looted. Ha z teng strony rozkaz żenni wysiany cztwaby zirygować Willingdona. Cienkie czerwone linie lisłane gors to na front mij Bulgii. Ja, ja, ja! Laufer Orthor. Wiór sieken! Wiej, glejt daj, gnaj no cwał!"...

czwartek, 6 listopada 2014

Dieta lecząca skutecznie



Niestety, nasza cywilizacja w pogoni za nowymi odkryciami zapomina o wartościowych dokonaniach przeszłych pokoleń. Podobnie jak w innych dziedzinach, dzieje się tak również i w medycynie. Zachwyceni skutecznością antybiotyków, dokonaniami współczesnych chirurgów, czy dostępnością leków przepisywanych od ręki na każdą dolegliwość; zapominamy, że nasi przodkowie również leczyli choroby, może mniej wyrafinowanymi niż obecnie środkami, ale przecież skutecznie. Okazuje się dzisiaj, że te stare, zapomniane sposoby leczenia pomagają, kiedy współczesna medycyna zawodzi.
Dotyczy to szczególnie chorób cywilizacyjnych – zaburzeń układu krążenia, nowotworów i cukrzycy. Jednym z najprostszych i najskuteczniejszych sposobów leczenia, jakie możemy zastosować w tych schorzeniach – szczególnie w chorobach serca – jest dieta doktora Caldwella Esselstyna. Jest on znanym amerykańskich chirurgiem, który stosuje również inne metody leczenia chorób serca. Doktor Esselstyn przez wiele lat był świetnym kardiochirurgiem, ale pacjentów dla których nie było już ratunku i pozostawało im najwyżej kilka miesięcy życia leczył za pomocą diety. Wyleczył ponad dwustu takich pacjentów. Jednym z nich był prezydent USA Bill Clinton.
Najkrótszy opis tej diety: nie wolno jeść mięsa (również drobiu i ryb), nabiału i tłuszczu (również oleju, nawet z oliwek). Można jeść warzywa, owoce (oprócz awokado i orzechów), wszelkie zboża i rośliny strączkowe.
Chociaż ta dieta wygląda na bardzo restrykcyjną, to jednak pomaga ludziom poważnie chorym na serce. Oczywiście stosowana razem z lekami farmakologicznymi. Mogę to powiedzieć z czystym sumieniem. Jeśli nie spożywamy nawet kropli tłuszczu, to wtedy nasze komórki śródbłonka mają szansę na regenerację.
 Szczegóły diety doktor Esselstyn zawarł w książce „Chroń i lecz swoje serce”, która została już przetłumaczona na język polski.


niedziela, 2 listopada 2014

Jak pisać?



Zaplanowanie fabuły, wymyślenie interesujących scen, nieszablonowych postaci, realistycznego obrazowania, czy wzmacniającego suspens przeplotu wątków – to naprawdę niełatwe zadania; wymagające wielkiego nakładu skoncentrowanej uwagi oraz czasu. A kiedy już mamy zadowalający plan powieści, to nadzwyczaj często się zdarza, że nie mamy już sił, aby taką doskonale zaplanowaną powieść napisać.
Drugi sposób pisania polega na tym, że o określonej porze siadamy po prostu przy biurku i piszemy bez wcześniejszych przygotowań. Wtedy gros naszej energii wydatkujemy na samo pisanie, a nie na badania, czy nieustanne ostrzenie narzędzi.
Być może ten drugi sposób pisania jest lepszy? A wtedy rację ma Marguerite Duras, która twierdzi: „Gdyby było choć trochę wiadomo o tym, co napiszemy, zanim to się stanie, zanim zaczniemy pisać, nigdy byśmy nie pisali. Nie byłoby po co. Pisać to próbować dowiedzieć się, co by się napisało, gdyby się pisało - dopiero potem to wiemy.”

środa, 8 października 2014

Źródło rozczarowania



Przeczytałem świetne (pomimo tego, że sentymentalne i głupie) opowiadanie Józefa Conrada „Wśród prądów”. Tematyka nieco podobna do tematyki „Lalki” B. Prusa. Tutaj również mamy egzaltowaną pannę zniżającą się do związków z mężczyzną z niższej sfery. Sytuacja taka przynosi niezbyt piękne uczucie nieustannie towarzyszące istotom ludzkim w ich życiowej drodze – rozczarowanie.
Dlaczego tak jest? Dlaczego nie możemy być na trwale zadowoleni?
Lektura tego opowiadania podsuwa mi prawdopodobną odpowiedź: Zapewne wszyscy jesteśmy w jakiejś mierze egoistami i traktujemy innych jak doskonale odbijające lustra, pragnąc w nich zobaczyć własną wyjątkowość. Jednak zwierciadła odbijają tylko to, co na nie pada; i nie możemy dostrzec w nich naszej doskonałości, skoro takimi nie jesteśmy. W takiej sytuacji najprościej jest obarczyć odpowiedzialnością zwierciadła, czyli innych ludzi traktowanych przedmiotowo. To oni nie spełniają naszych wymagań i są powodem nieprzyjemnego rozczarowania.
Tak, to egoizm nie pozwala nam przyjmować drugiej osoby taką, jaką ona jest. Egoizm – czyli brak empatii. I celowo nie wspominam tu innego, słonecznego uczucia, o którym zbyt często mówimy, tak naprawdę nie zdając sobie sprawy z tego, czym ono jest.

wtorek, 23 września 2014

Jaki jest sens tego?

Niedawno ktoś bardzo zadufany w sobie zadał mi pytanie: "Po co w takim razie pisać skoro z tego nie ma pieniędzy, i nie będzie, jak wszystko na to wskazuje?"
Zaskoczony, nic wtedy nie odpowiedziałem. Jednak echo tego pytania wróciło do mnie dzisiaj. No właśnie dlaczego?
Hm... - pomyślałem złośliwie - A może właśnie dlatego, aby chociaż na milimetr odróżnić się od szturmujących dzisiejsze świeczniki, którzy z pianą samochwalczej pychy na ustach wypatrują jak najbardziej egzotycznych plaż, aby tam wysmażyć swoje spasione odwłoki; którzy wożą je w mercedesach, i którzy zapełniają swymi spasionymi odwłokami piękne domy, a w końcu bogate nagrobki na cmentarzach, wychwaleni, wyświęceni i wymodleni na wszelkie możliwe sposoby.
Tak, nawet tylko dla tego warto by pisać. Ale tak naprawdę nie o to chodzi. Trudno mi o tym mówić bezpośrednio. Dlatego mam nadzieję, że wolno mi posłużyć się pięknem i mądrością wiersza niedawno zmarłej poetki, pani Reginy Schönborn, która była jedną z nas - piszących, ponieważ mają dobre pragnienia w sercu i pragną przekazać je innym.

Regina Schönborn

Róża

Tobie,
który nigdy nic nie widziałeś
i wyobraźnią barwy świata malujesz.
Tobie,
któremu nagle spadła na oczy czarna zasłona
i promień światła w źrenicach skonał.
I Tobie,
który powoli tracisz widzenie
szukając kształtów między światłem i cieniem.
Ja,
która kolory świata wciąż pamiętam
z tamtego życia przed czarną kurtyną
chcę dać Wam róże, co wyrosły
w ogrodzie wspomnień, w których giną.
Wszystkie chcę dziś podarować.
— Te białe, żółte, purpurowe,
a każda z nich to moja miłość,
którą na dłoni Wam przynoszę.
Rozdajcie żar jej między siebie,
o to Was dziś gorąco proszę.
A przyjdzie kiedyś taki dzień,
że obojętni ludzie znikną.
Miłość rozjaśni mroczny cień
i białe laski różami zakwitną.

niedziela, 7 września 2014

TUNEL

Przeminął jasny, wrześniowy dzień, który jednak nie poskąpił kłopotów. Nie tylko prozaicznych, ale i tych bardziej zasadniczych. W międzyczasie czytałem minipowieść "Tunel" Ernesto Sabato. Mocniej odtętnił mi w świadomości fragment:
"Na mikroskopijnej planecie, która od milionów lat pędzi w nicość, rodzimy się w bólu, rośniemy, walczymy, chorujemy, cierpimy, zadajemy cierpienia, krzyczymy, umieramy. Rodzą się inni, by zacząć bezużyteczną komedię od nowa.
Czy tak było rzeczywiście? Zacząłem zastanawiać się nad bezsensem wszystkiego. Czyżby całe nasze życie było jedynie serią anonimowych krzyków w obliczu pustki i obojętności gwiazd? "
Czy tak jest rzeczywiście? Powtarzam pytanie za autorem. Mam nadzieję jednak, że tak nie jest. Pomimo wszechogarniającej obłudy, której coraz bardziej nie sposób ignorować.
Byłem na cmentarzu. Zdeklarowani uczniowie Chrystusa nasyciwszy się pieniędzmi i wszelką ziemską przyjemnością, budują sobie grobowce, których wartość przekracza dziesięć tysięcy złotych. Tyle płacą za możliwość kontynuowania swojej znieczulicy i pychy jeszcze po śmierci.
Cóż, teraz taka moda. Nawet niebogate staruszeczki odkładają sobie na pomnik z lichej emerytury, skąpiąc swoim dzieciom i wnukom. A przecież muszą widzieć w telewizji, której oglądanie zajmuje im większość czasu, nędzę i głód innych ludzi, muszą widzieć wojny, i cały bezmiar cierpienia.
Jednak te przejmujące, drastyczne obrazy nie poruszają zasklepionych sumień. Nie wzbudzają chociażby wewnętrznego protestu, ani potrzeby jakiejkolwiek pomocy.
Widocznie jesteśmy trochę tacy, jak w tej prześmiewczej piosence:
"Ona się ciągle modlić do Boga:
Boże jedyny, Makumbę zachowaj!"

piątek, 5 września 2014

Cechy dobrego dialogu



Stanley Gardner – uwagi o dobrym dialogu

  1. W dialogu pokazuj postać, a nie charakteryzuj jej! Czytelnika nie interesuje jak ty charakteryzujesz jedną czy druga postać. Woli poznawać ludzi samodzielnie, tak jak w życiu. Najlepiej służy temu rozmowa w powiązaniu z akcją. Dialogu nie należy przeładowywać szczegółami.
  2. Dialog musi posuwać akcję do przodu.
  3. Unikaj spojrzenia historycznego – powinniśmy pokazywać czytelnikowi to, co się dzieje i co wciąga jego samego, a nie opowiadać o tym, co się działo i czemu on może przyjrzeć się po fakcie. Bohaterowie, których lubimy, mówią prosto: tak, nie, rzuć broń, i co z tego
  4. Autor powinien pozostawać w cieniu – nie powinniśmy zbyt wiele mówić o sobie. Bo indywidualność powinny mieć przede wszystkim postacie powieściowe. Uwaga! Nie powinniśmy prowadzić bohaterów za rączkę, ani wozić ich w wózeczku, ani wsadzać do kojca. Postacie muszą poruszać się o własnych siłach i same i same tworzyć opowiadanie. Najprędzej postacie usamodzielniają się poprzez dobry dialog - POPRZEZ SŁOWNE REAKCJE NA POSTĘPKI INNYCH.